Bujam się aktualnie niczym dziecko z chorobą sierocą do Florence+the machine. Niewiele mi ostatnio do szczęścia potrzeba- gorąca herbata, moja Luś i jej przeokropne schizy. No i może jeszcze jakieś magiczne coś, by w końcu wziąć się za siebie. Codziennie słyszę o tej motywacji, codziennie patrzę w lustro i obiecuję sobie 'Od jutra się odchudzam', 'Od jutra porządnie ćwiczę', 'Od jutra się uczę'. I jakoś tak zawsze wychodzi, że w 'jutro' wypada coś niespodziewanego, jestem zmęczona, albo mam za wiele na głowie. W efekcie tego 'jutro' nigdy nie nadchodzi, a beznadziejne tego efekty widzę w sklepowej przymierzalni, albo tuż przed trudnym sprawdzianem, mając istną pustkę w głowie.
Tak w ogóle, to nie wiem czy 'jutro' kiedykolwiek nadejdzie, skoro jutro szykuje się chyba przepyszna pizza w dobrym towarzystwie, z Desperadosem pod ręką.
I czas chyba, żebym się zastanowiła czego chcę. I przedmioty na maturę, na maturę przedmioty, AAAAAAAAA!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz